.jpg)
.jpg)
Wstajemy o 6:00. Szybka toaleta, pakowanie i śniadanie - ostatnie w Sydney. Nasz hotel rozpieszcza nas ogromnym wyborem potraw, soków i puszną kawą. Co za kontrast do ubiegłorocznych podłych śniadań w USA.Nasz transport czeka już na nas i sprawnie docieramy na terminal krajowy lotniska. Lecimy Quantasem do Alice Springs. Lot nad pustynnym outbackiem byłby bez historii gdyby nie tyrbulencje pod koniec. Część z nas zmienia kolory twarzy na odcienie zieleni i szarości.
Na małym lotnisku wysiadamy wprost na płytę i pieszo dochodzimy do budynku. Jeśli w sydney było upalnie, to tutaj skwar jest ogromny - niemal 40 stopni.
Przed budynkiem należy wyrzucić wszystkie świeże owoce - poszczególne stany Australii chronią się w ten sposób przed przenoszeniem nasion i chorób roślin.
Samolotnisko jest przyjemnie klimatyzowane i ma WiFi, więc mogę napisać tego posta. Czy będzie dostęp do internetu w Ayers Rock? - nie wiemy. Na razie czekamy na kolejny lot do tego miasteczka.
Na koniec ciekawostka - czas jest tu przestawiony o 1 godzinę i 30 minut w stosunku do Sydney, więc różnica do czasu w Polsce zmieniejszyła się do 8:30.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz