Translate

sobota, 3 stycznia 2015

Pierwszy dzień w Outbacku

Lotnisko w Ayers Rock przywitało nas potężnym upałem. Jest 43 stopnie w cieniu. Ile w palącym słońcu - lepiej chyba nie wiedzieć.
Potężny, trójosiowy autobus zawozi nas do hotelu - Outback Pioneer. Pokoje mamy w stojących wśród drzew bungalowach. Okazują się być całkiem przyjemne i na szczęście mają sprawną klimatyzację. W środku jest basen, ale my wolimy obejrzeć zachód słońca nad Uluru - ogromnym skalnym monolicie z twardego piaskowca. Skała ma ok.650 milionów lat, a pomimo tego ślady erozji na niej są stosunkowo niewielkie. Jest to święta góra aborygenów i dlatego nie należy na nią wchodzić (choć jest wytyczone wejście dla chętnych) ani zabierać kamyczków leżących u podnóża góry - ma to przynosić nieszczęście.
Busikiem dostajemy się na punkt widokowy na wydmach. Czekają na nas stoliki z winem musującym, sokami, warzywami i chipsami - każdy wybiera według swojego uznania. Na parkingu siedzi kilkanaście starszych aborygenek, sprzedających swoje wyroby, głównie malowidła. Nie pozwalają sobie robić zdjęć, ale po zakupieniu u nich obrazka nagle zmieniają zdanie i pozwalają się obfotografować. Niestety wyraz ich twarzy nawet przy uśmiechu jest dla nas ponury i groźny.
Największą niespodziankę robi nam jednak pogoda. Już w godzinach popołudniowych spada krótki, gorący deszcz, a z powodu braku wiatru chmury długo pozostają na niebie i zamiast oświetlać nam Uluru to słońce pozostaje do końca za chmurami - może jutro będziemy mieli więcej szczęścia.
Ostatnią atrakcją wieczoru jest kolacja na otwartym powietrzu. Kaźdy podchodzący do lady ma możliwość wyboru mięsiwa, które następnie sam sobie przygotowuje na grilu. Do wyboru, poza wołowiną, jest kangur, emu, krokodyl, ryba baramundi i krewetki. Wybieramy zestaw kiełbasek i stek z kangura. Do tego autralijskie piwo i do dzieła. Kangur smakuje zdecydowanie lepiej w postaci steka niż kiełbaski, emu smakuje lepiej niż krokodyl, ale to pewnie kwestia gustu. Po kolacji szybko do pokojów - jutro zbiórka 4:55.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz