Translate

piątek, 16 stycznia 2015

Nowozelandzka Farma

Opuszczamy słoneczne Rotorua i podążamy na zachód wyspy. Kilka kilometrów za miastem zatrzymujemy się w Agrodome, dużym gospodarstwie hodowli bydła i owiec, gdzie czeka nas kolejne przedstawienie. Na przygotowane stopnie wprowadzane się kolejno owce poszczególnych ras - to zdumiewające, że jest ich tu ąż tyle. Królem jest oczywiście olbrzymii merynos, ale jest co najmniej kilka równie atrakcyjnych ras. Przedstawienie jest oczywiście po angielski, ale kto chce, to w słuchawkach może wysłuchać tłumaczenia w kilku językach. Na sali dominują australijczycy - Ozzi, jest też liczna grupa chińczyków, szkotów, japończyków i koreańczyków, kilku niemców, anglików i my, jako jedyni słowianie.
Po prezentacji ras odbywa się pokaz strzyżenia owiec - dla sprawnego farmera, posiadającego maszynkę elektryczną do około minuta pracy. Rekord świata w strzyżeniu dzierży oczywiście nowozelandczyk, który w 9 godzin miał ostrzyc ponad 800 owiec. Nasza owieczka nie wydawała się być specjalnie zestresowana - ćwiczy to co 6 miesięcy.
Teraz czeka nas pokaz licytacji wełny. Nawet znający angielski mają kłopot ze zrozumieniem wypowiadanych z prędkością strzelającego karabinu słów, a trzeba wiedzieć, że nowozelandczycy mają specyficzną gwarę ( seven to siiven, a lift to nie winda tylko kierunek w lewo). Na scenę wkracza hipotetyczna zwyciężczyni licytaji - chinka. Nie rozumie nic po angielsku (tak jak my po chińsku) i jest jeszcze bardziej śmiesznie.
Na scenę wkracza dorodna krasula i zgłąsza się kilku ochotników do próby dojenia. Jedną z nich jest nasza Ewa, która otrzymuje pamiątkowy certyfikat. Następnych kilku ochotników dostaje butelki z mlekiem i smoczkiem - czyżby picie mleka na czas? Na szczęście nie, na scenę wbiega kilka przeuroczych malutkich owieczek i radość z ich karmienia mają zarówno dzieci jak i dorośli.
Pokaz na sali kończy demonstracja pracy psów pasterskich - jesteśmy pod wrażeniem ich sprawności. Dokończenie pokazu pod nazwą "sheep dog working" odbywa się na świeżym powietrzu.
Wsiadamy do busa i znów kierunek zachód - mamy 200 kilometrów drogi do słynnych jaskiń Waitomo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz