Pożywieni smacznym śniadaniem ruszamy w stronę Parku Narodowego Mount Cook, wpisanego, podobnie jak pięć innych parków Nowej Zelandii, na listę światowego dziedzictwa przyrody (World Heritage Area). Brak słońca powoduje, że pola różnobarwnego łubinu nie prezentują się tak okazale, podobnie jak wody kolejnego jeziora Pukaki.
Docieramy wreszcie do podnóża Mount Cook, najwyższej góry kraju Kiwi (3754m), otoczonej licznymi lodowcami. Ruszamy w stronę punktu widokowego Kea Point - może uda nam się zobaczyć słynną papugę Kea?. Chmury nieco rzedną i nagle przez małą lukę w chmurach widzimy wierzchołek góry - mającej typowy charakter kobiety, gdyż wstydliwie, powoli odkrywa przed nami swoje piękno. Podziwiamy spływające lodowce (Muellera i Hookera) oraz wycięte przez lodowiec koryto z wysokimi na kilkaset metrów ścianami moreny bocznej.
Kolejną atrakcją wędrówki górskiej są pięknie kwitnące rośliny. Najbardziej urzeka naparstnica oraz różnobarwne orliki.
Po powrocie do bazy u wylotu doliny oglądamy ciekawą ekspozycję dotyczącą tutejszych gór, lodowców i wspinaczki wysokogórskiej. To tutaj wspinał się sir Edmund Hillary, późniejszy zdobywca Mount Everest (28.05.1953).
Ostatnim celem zwiedzania jest położony ok.10 kilometrów obok lodowiec Tasmana. Jest to, nie licząc Antarktydy, najdłuższy lodowiec na półkuli południowej. Jeszcze 125 lat temu liczył 29 kilometrów długości i do 900 metrów grubości. Obecnie ma "tylko" 24 kilometry i 600 metrów grubości. Jego czoło wpada do szarozielonego jeziora, gdzie co jakiś czas odłamuje się fragment lodu, tworząc małe góry lodowe.
Wchodzimy na punkt widokowy krótkim, acz dość stromym podejściem, mijamy po drodze kilka zielonych jeziorek i osiągamy kolejny punkt widokowy. Lodowiec prezentuje się okazale, choć daleko mu do białoniebieskich, wysokich ścian lodowca Perito Moreno w Patagonii. Tutejszy pokryty jest skalnym rumoszem, a jego ściana czołowa jest znacznie niższa niż 60 metrów Perito Moreno.
Widzimy ponownie wierzchołek Mount Cook, a w zasadzie jego dwa wierzchołki. Pogoda zrobiła się znów pocztówkowa i już żadne chmurki nie zasłaniają widoków. Kolejna sesja fotograficzna i Emilian przywołuje nas do powrotu. Czeka nas jeszcze 270 kilometrów drogi do Queenstown, stolicy regionu Central Otago, 11-tysięcznego miasteczka nad jeziorem Wakitapu. Region ten znany jest z produkcji win, więc wieczór zapowiada się interesująco.
Droga początkowo usypia, ale pyszny późny (16:00) obiad w miejscowości Omarama dodaje wigoru. Hitem jest hodowany w pobliżu łosoś (widzimy jedną z takich hodowli po drodze),oraz smaczna ryba Blue Cod - ciekawe, czy ma polską nazwę? Posiłęk kończy wspaniałe espresso One Shoot - naprawdę odświeża.
Wykorzystuję dostęp do internetu i wysyłam przygotowane wczoraj zdjęcia oraz teksty do bloga. Jego prowadzenie powoduje czasem, że mniej jest czasu na inne zajęcia, ale zauważam z satysfakcją że ktoś nas czyta i obserwuje - blog ma już ponad 1000 wejść. Pozdrawiam wszystkich śledzących naszą wyprawę!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz