Udajemy się szutrową drogą Mangatepoto do podnóża wulkanów, skąd z wysokości 1100m. npm. rozpoczynamy liczącą 19.4 kilometra, 8-godzinną wędrówkę. Szlak jest wyśmienicie przygotowany i oznakowany, a widoki roztaczające się wokół nas coraz piękniejsze.
Po lewej stronie masyw wylkanu Tongariro (1967m), od którego wzięłą się nazwa szalku i całego parku. Myślę że przyczyną była najłatwiejsza do zapamiętania nazwa. Po prawej symetryczny stożek Ngauruhoe - to do jego krateru miał być wrzucony przez Froda magiczny pierścień.
Stopniowo osiągamy coraz więkzą wysokość, docelowo docieramy na 1900m.npm przy imponującym czerwonym kraterze. Tych kraterów jest tu więcej, z niektórych unoszą się opary siarkowodoru. Widoki niesamowite, pomimo że na początkowo bezchmurnym niebie pojawiły się chmury. Podejście do Red Crater jest najbardziej męczące - nie dość że stromo, to wchodzimy po niestabilnym, usuwającym się spod nóg żwirowisku.
W najwyższym punkcie wędrówki nagle otaczaja nas chmury, wieje przejmująco zimny wiatr - dobrze że mamy ciepłe okrycia. W bok odchodzą szlaki na Ngauruhoe (dodatkowe 3 godziny) i Tongariro (2 godziny). Na to nam już dzisiaj nie starczy czasu - nasz autobus odjeżdża o 17:30.
Schodząc w dół po uciekających spod nóg kamieniach i piachu napotykamy cudownego koloru jeziora - czy mogłyby się inaczej nazywać jak Emerald Lakes? (szmaragdowe jeziora). Woda z nich, jak i z pojawiających się czasem strumieni, nie nadaje się do picia. Można natomiast zrobić przy nich kolejny postój, wytrzepać buty z kamienii i pstryknąć super zdjęcia. Otaczają nas zawierające siarkę żółte skały wulkaniczne - to riolit, spotykany także w Yellowstone (stąd nazwa parku).
Mijamy ostatnie, największe Blue Lake i rozpoczynamy wielokilometrowe zejście. Tutaj rozpoczyna się strefa największej aktywności wulkanu. Specjalne tablice zasilane bateriami słonecznymi informują o możliwości wejścia w strefę zagrożenia, jednocześnie polecając ograniczenie do minimum postojów. W odległości kilkuset metrów widzimy bijące w niebo kłęby pary - tam musi być gorąco.
Na parking na wysokości 800m.npm.docieramy przez gęsty las 10 minut przed czasem i utrudzeni, ale bardzo szczęśliwi wrazamy do hotelu. Najbardziej uradowana jest Renia - ta wyprawa była dla niej największym wyzwaniem. Tam czeka na nas Franek z butelką szampana.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz