Translate

środa, 31 grudnia 2014

Wieczór Sylwestrowy

Wieczór sylwestrowy rozpoczynamy od "uroczystej" kolacji. Ponieważ większość okolicznych restauracji jest zamknięta, lub proponuje koszmarnie wysokie ceny za wieczór, to Emilian znalazł "luksusowy" bar Oasis, prowadzony przez uroczą, choć posiadającą tylko 3 zęby chinkę. Pomimo prostego wystroju wnętrze okazuje się przytulne, a obsługa bardzo sympatyczna i sprawna. Wprawdzie lokal miał się zamknąć o 17:00 ale dla naszej grupy pracownicy natychmiast zmienili plany i przedłużyli funkcjonowanie o ponad godzinę. Ogromne porcje pysznej ryby baramundi lub australijskie steki zostają szybko pożarte - wszak od śniadania jedliśmy tylko owoce. Właścicielka jest tak zadowolona z dużego obrotu, że trzymujemy przy wyjściu pamiątkowe kubki (niestety niezbyt ładne i ciężkie, więc zostały pozostawione w Sydney).
Po pysznym posiłku wracamy do hotelu i rozpoczynamy biesiadowanie przy winku. Największym powodzeniem cieszy się nowozelandzki chardonnay, choć czerwony shiraz i cabernet sauvignion mają też swoich amatorów. Mój ulubiony nowozelandzki sauvignion blanc tym razem ustępuje pola - to chyba kwestia konkretnego producenta.
Zbliża się 21:00 i wychodzimy na dach hotelu. Obserwujemy kilkunastominutowy pokaz sztucznych ogni w okolicy Harbour Bridge i okolicznych plażach. Pokaz jest głównie dla tych, którzy nie chcą czekać do północy.
Kontynuujemy imprezę w pokoju hotelowym, ok.23:00 wypijamy szampana i ruszamy w stronę Opery (tam nie można już wnosić szkła i alkoholu). Oczywiście nie dojdziemy do samego wybrzeża - tam już od rana gromadziły się setki tysięcy ludzi i z racji bezpieczeństwa nie wpuszcza się już kolejnych. Mamy jednak zaplanowane miejsce na niewielkim wzgórku, skąd będziemy mieli możliwość podziwiania kolejnej, jeszcze potężniejszej kanonady sztucznychogni, dla której wszyscy się tu zgromadzili.
W Polsce jest dopiero 14:00, a my już składamy sobie noworoczne życzenia. Po wspaniałych fajerwerkach sprawnie wracamy do domu (ci którzy byli przy operze stracą na powrót wielokrotnie więcej czasu). Kończymy spotkanie słodką śliwowicą i natychmiast do spania, wszk wczesnym rankiem opuszczamy już Sydney.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz