.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Naszą podróż rozpoczynamy punktualnie w sobotę o 5:20 rano. Jest niespodziewanie mroźno i biało. Bus zabiera po drodze kolejnych uczestników i szybko ruszamy w stronę Warszawy. Na lotnisku spotykamy Gosię i Emiliana - mamy już komplet. Lot do Londynu to "rozgrzewka". Już po nieco ponad 2 godzinach samolot dotyka płyty lotniska Heathrow. Jak często się tu zdarza jest pochmurnie. Na szczęście lądujemy na tym samym terminalu gdzie będziemy za parę godzin wylatywać - odpada mozolny transport pomiędzy terminalami i liczne kontrole bezpieczeństwa.. Wita nas grający sam fortepian - tę atrakcję widzieliśmy już rok temu.
Nasz następny samolot jest wyraźnie większy - to Boeing 777 linii Cathay Pacific. W klasie Economy w jednym rzędzie siedzi 9 osób (3+3+3). Witaj nas skośnooka załoga - linie te mają główną siedzibę w Hong Kongu. Podziwiamy subtelną urodę młodych stewardess.
"Już" po około 11 godzinach lotu jesteśmy w Hong Kongu. Tu też chmury i poniżej 20 stopni, ale dziś jesteśmy tu tylko w pomieszczeniach lotniska, więc nam nie zależy. Liczne sklepy oferują ogromną ilość dóbr luksusowych, ale ceny wydają się być jeszcze wyższe niż w Londynie. Także jedzenie w licznych restauracjach niezbyt nam odpowiada. Czyba musielibyśmy dłużej przyzwyczajać się do specyficznych tu chińskich przypraw.
Po 5 godzinach, nieco odświeżeni, wsiadamy do Airbusa A330, także linii Cathay Pacific. Jest nieznacznie mniejszy (2+4+2 osoby w rzędzie) ale równie wygodny. Jedzienie bez zarzudu i znów piękne stewardessy. Wśród pasażerów przeważa biały kolor skóry.
Zbliżamy się do Sydney. Za okami pogodnie - dziś ma być do 29 stopni ciepła. Wylądujemy w poniedziałek ok.7:05 czasu miejscowego, tracąc po drodze 10 godzin z powodu podróży na wschód.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń